Hej!
Dzisiejszy post będzie poświęcony głównie tematowi dlaczego nie lubię ferii. A póki co napiszę trochę o tym, co się wydarzyło.
Kupiłam sobie we wtorek taką bluzkę w kolorze cielistym (chociaż wygląda jak różowy) i czarny podkoszulek do tych bluzek co sobie kupiłam 2 tyg temu. Parę spożywczych rzeczy i żel do twarzy, po którym jest taki przyjemny chłodek :3
Dzisiaj tata wrócił do domu z CIASTKAMI. Tzn. to w sumie nie są ciastka, bo takie mini-bezy z orzechami. Najbardziej ciekawi mnie ich nazwa - Brzydkie&Dobre. Co prawda, nie są jakieś piękne, ale nie rozumiem przesłania tej nazwy. Kupił 4 paczki, niby dla każdego po jednej (a nie wiem gdzie się czwarta podziała, pewnie w samochodzie). Dał mi i Olce po jednej paczce, a Olunia się skrzywiła i powiedziała, że są niedobre i że nie chce. No to było chamskie - tata specjalnie o nas myślał, a ta stwierdziła, że niedobre i odesłała na dół. Więcej dla nas :3
Teraz część dlaczego nie lubię ferii.
1. Brak śniegu. Ferie noszą nazwę ferii zimowych. Zimowe = odbywające się zimą. Zima = śnieg. Brak śniegu = brak zimy. Brak zimy = brak ferii. Można to co najwyżej nazwać feriami przedwiosennymi, a to żadna przyjemność.
2. Durne terminy. Nie wiem, po co. Pewnie to ma jakieś potrzebne zastosowanie, ale jakbym na feriach mogła odwiedzić kuzynów to by było fajnie - w górach jest śnieg, a tak to dupa, bo przecież oni chodzą do szkoły.
3. Czas wolny. Opierdaling to nie najlepsza forma spędzania wolnego czasu. Od siedzenia przed kompem mnie dupa boli. Każdy oczekuje, że w czasie wolnym na feriach idzie się na lodowisko, na narty, sanki, lepić bałwana, pobiegać, pograć w coś. Tak, pewnie.
4. Sezon sportów zimowych. Odnosi się to poniekąd do punktu powyżej. Rodzice oczekują, że całe ferie spędzę na uprawianiu sportów zimowych - będę chętnie jeździła na narty i na lodowisko. A ja nienawidzę sportów zimowych. Nienawidzę sporów w ogóle.
5. Opierdaling. Opierdaling jest szkodliwy dla mojej "diety" - chodząc codziennie ze szkoły 2 km zawsze był to jakiś sport. A teraz najwyżej mogę robić wycieczki do lodówki. Poza tym WF też jakoś się do tego przyczyniał (mimo że WF-u nienawidzę).
6. ZA DUŻO wolnego czasu. Na początku wydaje się, że nie masz nic do zrobienia - siedzi się przez cały dzień przed komputerem, a 2 dni przed końcem ferii nagle przychodzi na myśl odrabianie zadania i nie wiadomo, za co się zabrać.
7. Cholerna atmosfera. Atmosfera nicnierobienia. Lenistwo i senność unoszące się w powietrzu - człowiekowi odechciewa się żyć.
8. Mama i jej zachcianki. Wychodząc z domu do pracy ma nadzieję, że skoro siedzisz cały dzień w domu i nic nie robisz, posprzątasz w domu, zrobisz obiad i cały czas będziesz ją w czymś wyręczać.
9. Świadomość, że po przyjściu do szkoły każdy będzie miał coś do powiedzenia - jak to genialnie spędził ferie. I świadomość, że tylko ciebie ferie nie cieszą.
To chyba tyle. Nie mam nic więcej do opisania, tak więc idę spać.
Baj :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz