Rozmowy z Olką zawsze skłaniają mnie do jakichś głębszych refleksji.
Trochę jestem zdziwiona dzisiejszą rozmową, ale chyba nie powinnam mieć wątpliwości. Jako osoba wierząca nigdy nie będę wierzyć w duchy, dopóki nie dowiem się o ich istnieniu od samego Boga albo w jakikolwiek inny sposób niesprzeczny z religią. Już dawno powinnam zostawić to, bo to takie "niefajne" i nie na miarę XXI wieku, ale się tego nie wstydzę. Co z tego, że Olka może pomyśleć, że jestem jakaś głupia albo dziwna. Tak, jestem, ale na pewno nie będę zmieniać z tego powodu wyznania.
Poza tym - to też kwestia tego, że ja nie chcę wierzyć, bo nie chcę się bać. Mój mózg wie swoje i i tak zawsze postawi na swoje - co z tego, że nie wierzę, skoro idąc wieczorem do pokoju i tak będzie mi wmawiał, że zaraz wyleci jakieś stworzenie zza którychś drzwi. Tego już nie kontroluję. Jakbym chciała wierzyć, to bym wierzyła - bałabym się po nocach wstać, wyjść, a przecież duchy nie chodzą tylko w nocy, jak to się mówi. Po prostu robię to ze względu na swoją bardzo słabą psychikę i nerwy.
Co do OOBE nie jestem do końca przekonana, ale Olka nie miałaby po co kłamać. Muszę się kiedyś o to Czecha zapytać. O ile w ogóle wie, co to jest. Jestem po prostu w kropce, tak to można ująć.
Teraz się trochę dziwnie i głupio czuję... nie wiem, czego. Tak jakoś. Dziwnie mi się rozmawia z Olką. Ale to minie, jak zwykle - Olce się poprawi humor, mi też.
Dzisiaj muszę jeszcze zrobić zadanie z polaka i zrobić 2 długopisy. Po południu przychodzi ciotka z Niną, a wieczorem wujek. Będą siedzieć do dziesiątej i gadać, więc ja sobie będę spokojnie robić długopis. Za cholerę nie chce mi się robić tego zadania.
Kupiłam sobie takie genialne trampki. Nazwałam je konwersy :D Przeraża mnie moja matka - sama mnie wyciąga na zakupy. "-Milka, ubierz się, jedziemy do CCC. - Po co? - Po buty. - Dla kogo? - Dla Olki. Zresztą ty też nie masz. - Mam, kupowałyśmy przecież w tym roku na jesień. - No ale nie masz świątecznych, jak ty się na Wielkanoc pokażesz, nie masz do kościoła..." No dobra, ja się nie wtrącam. Jak już przeglądnęłyśmy te buty to kazała mi iść popatrzeć na trampki. Po co? A bo te ci się rozklejają, trzeba kupić nowe... Matka, jak tak dalej będzie, to ja będę te buty żreć żeby z głodu nie umrzeć. Ale zawsze mi mówi, żebym się nie odzywała, bo nie zarabiam. No dobra, niech wam będzie. A Olunia chciała buty za dwie stówki, to matka jej kupiła, oczywiście. Bo Olunia musi mieć najdroższe. Żeby te buty jeszcze były ładne to by było fajnie.
W galerii normalnie chyba był zlot takich kurtek. Jak już płaciłyśmy to jedna dziewczyna wchodziła i miała taką samą, patrzę przez szybę - druga idzie. Żeby się nie zetknąć, zeszłam na dół. Znowu jakaś idzie. Myślałam, że zdejmę tą kurtkę i rzucę do kosza -.-
Tyle na dziś.
Baj :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz