wtorek, 12 lutego 2013

Dobry wieczór!

Posty tutaj będą się pojawiać nawet kilka razy dziennie, bo... to fajne :D I czasami mam dużo do powiedzenia. A jeśli nie mam nic do powiedzenia, to wysilam mózgownicę żeby wymyśliła jakiś temat.
Gdybym podczas filozofowania w wannie miała przed sobą laptopa to byłyby tutaj długie wykłady na temat moich różnych przemyśleń :D Czasami są durne, bo zastanawiam się nad sensem jakiegoś słowa, czasami przychodzą mi na myśl tematy religijne, różnie. Czasami układam rozmowy z różnymi osobami, przebieg następnego dnia albo jakieś opowiadanie. Kiedyś codziennie w wannie wymyślałam dalsze części opowiadania o babce, która była w ciąży, okazało się że ma sześcioraczki, ale wymyśliłam, że urodziła dwunastkę. :D Ot, takie tam dziecięce przemyślenia. W której ja mogłam być klasie, trzeciej, czwartej...
Miałam tu napisać o czymś zupełnie innym, a już przychodzi mi na myśl kolejny temat i na ten właśnie temat się rozpisuję.
Czasami żałuję, że nie mogę tego przelać na kartkę albo że nie mam w ogóle możliwości podzielenia się tym z kimkolwiek. Wyobrażałam sobie, jak gość na polskim takie zadanie zadawał. A jak zadaje opisać jakiś tam pokój i jak ja mogę się tu wykazać. Niby nie mam wyobraźni do takich rzeczy, a jednak zawsze znajduję pomysł na filozofowanie.
No więc, miałam dzisiaj iść do miasta, ale do miasta w końcu się nie wybrałam. Olce się nie chciało, mi w sumie też niebardzo, ale teraz mam poczucie winy :D Cały dzień, to trzeba przyznać, siedzę przed kompem (tyle, że od drugiej do piątej czytałam lekturę u mamy na kompie), a miałam schudnąć i się więcej ruszać. Dotychczas nieźle mi idzie, ale w zwykłe dni codziennie 2 km idę do domu z plecakiem, a teraz nie mam po co. Jutro mam iść do Julki na noc, ale nie chce mi się do niej dzwonić, a na fejsie jej nie ma - chciałam ją poinformować, że nie idę do niej na noc, a tylko tak o, w ciągu dnia. I to miałam zaplanowany czwartek, bo jutro mama ma na rano i tak jakoś chciałam zostać w domu, a w czwartek ma na popo i razem pójdziemy na dwunastą. A właśnie, swoją drogą - jutro jest środa popielcowa, i tak bym do Julki nie poszła, bo idę do kościoła.
A tak w ogóle to miałam pisać na temat moich preferencji co do pogody - lubię jak jest zimno, pada deszcz, śnieg, a najlepiej jest śnieżyca albo ulewa. Uwieeeeeeeeelbiam. A do tego jeszcze wiatr. Ten gwizd na strychu jest dźwiękiem po prostu kojącym, uderzanie kropel o okno, mmm :3 Nienawidzę jak jest gorąco i świeci słońce. Słońce jest strasznie wkurzające. A jak jest upał to nie wiadomo w co się ubrać. We wszystkim człowiek się poci, trzeba latać za bluzkami w odpowiednim rozmiarze, których i tak nie ma. Nie mówiąc już o tym, że całe ciało jest odkryte, brr. Najchętniej przez cały rok chodziłabym w dżinsach i bluzach.
No i to chyba tyle, co mam do powiedzenia na chwilę obecną. Możliwe, że coś napiszę jeszcze przed snem.
Jest 18:18, kończę :D
Baj!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz