Nie pisałam długo, bo zawsze myślałam, że nie mam o czym. Ale już od jakiegoś czasu zbieram kilka spraw i wreszcie je z siebie wyrzucę. W sumie zostały częściowo wyrzucone na tt i nie wiem, czy uda mi się tu powiedzieć o wszystkim, ale spróbuję.
Pierwszą sprawą jest Olunia. Niedawno miałam jakiś taki napad rozpaczy, że będzie głupio jak wyjedzie. Głównie przed oczami miałam ciszę, brak dźwięku fortepianu, piosenek puszczanych po nocach. Ale te problemy zostały rozwiązane. Na jej grze na fortepianie mi nie zależy, to się stało już z deczka nudne. Nawet szczególnie nie zwracam na to uwagi. A z piosenkami lekko przegina. Znajdzie sobie jakąś i puszcza ją przez cały dzień. Albo puszcza coś głupiego i zagłusza piosenki w moich słuchawkach.Więc problem z głowy. Drugi też częściowo myślę, że jest rozwiązany i trzeci chyba też. Chyba. I teraz przejdźmy do rzeczy najgorszych. Zachowuje się jak królowa - wszystko ma być tak, jak ona powiedziała. Jedziemy na zakupy? Nie, bo Olunia nie chce. Idziemy na lody? Nie, bo Olunia nie chce. Kupić takie bułki? Nie, bo Olunia nie chce. Co zrobić na kolację? Jajecznicę, bo Olunia chce. Ona wyznacza trendy - słuchamy tego, co ona chce, a jak ktoś słucha czegoś innego to się krzywo patrzy. Ma swój "oryginalny" styl, a sama wytyka mi, że mam brzydką piżamę (tak, piżamę. Idiotka). Jak ona się uczy, w domu ma być cisza, spokój, nikt ma jej nie przeszkadzać. A jak ja się uczę, puszcza na cały regulator muzykę, jeszcze ktoś każe mi poodkurzać, zjeść obiad, pomóc w czymś. Nie proszę ją o sprawdzenie zadania, ale jak czasami sobie weźmie to, co napisałam, od razu krytykuje. Że beznadziejne, że to powinno być tak. Bo ona wielka polonistka, najchętniej by wypracowanie napisała. Zaczęła mi coś o tym carpe diem pieprzyć, że to jakaś myśl filozofów, różne duperele. Zawsze jej żarciki są najśmieszniejsze i ma najlepsze poczucie humoru, a jak ja próbuję żartować, krzywo się patrzy. Muszę uważać, co przy niej robię, żeby nie mówiła, że jestem głupia. Żeby zaraz nie zaczęła wszystkim dookoła pieprzyć, jaka jestem głupia.
Jeszcze więcej powodów, dla których mogę ją nienawidzić?
Zniszczyła mi dzieciństwo. Zawsze wtrącała się do wszystkiego, co robiłam. Pokazała rodzicom moje archiwum na gg jak byłam mała, założyła hasło na moim laptopie, często donosiła na mnie. Zdarzyło się, że coś ukryła, ale i tak zawsze mi musiała grzebać w kompie. Naprawdę nie mam ochoty patrzeć na jej krzywy ryj ani chwili dłużej. Może w tej chwili wynieść się z domu i nie wracać. Nie, nie będę tęsknić. Nie ma takiej opcji .Wreszcie będę miała święty spokój. Wiem, co można sobie pomyśleć - i tak mi jej zabraknie, takie tam. Mówię, że nie to nie. To jeden z moich największych wrogów i jedna z osób, które najbardziej nienawidzę.
Drugą sprawą jest Julka. Też sobie nieźle przechlapała. W szkole udaje wielką przyjaciółkę, chociaż też nie zawsze. Chciałaby rozmawiać z każdym, tylko nie ze mną. Zawsze jest przeciwko mnie, robi wszystko, żebym była "zazdrosna" (śmieszne, prędzej ona o mnie), potrafi zaprzyjaźnić się z Ciskiem, żeby mi zrobić na złość. Właśnie, wszystko musi być nie tak, jak ja chcę. W muzycznej mnie ignoruje, zawsze krzywo się patrzy, zaczyna jakieś głupie bicie, a potem i tak oddaje. Mam jej naprawdę dość, ale ona chyba dobrze o tym wie. A może nie. Bo póki co ja jestem jej tylko po to, żeby miała od kogo odpisać zadanie, o kim plotkować i z kim się kłócić. Tyle. A poza tym wydaje mi się, że jest po prostu zazdrosna, bo życzy mi żebym miała gorszą ocenę od niej, chodzi wszędzie tam, gdzie ja. A może mi się wydaje.
Trzecią sprawą jest trochę poczucie winy. A może zazdrość, bo Olka często wychodzi np. z Bzdoniem i Klaudią gdzieś, a ja praktycznie nigdy z nią nigdzie nie wychodzę. Nawet nie praktycznie, a w ogóle. Głupio mi, jak zaczyna gadać, że było super na boisku, że się uśmiały. Często po prostu jestem w muzycznej, ale w pozostałych przypadkach chyba nawet nie chce ze mną iść. Albo ja z nią, sama nie wiem. Może to kwestia lenistwa. Bzdoń ma w ogóle inne podejście, potrafi siedzieć człowiekowi dupą na głowie, jak ten zwyzywa ją i pokłóci się milion razy. Zawsze jest w humorze i ma nastrój do żartów, ale z drugiej strony czasami przeszkadza to poczucie humoru. A ja bym tam poszła, położyła się i wywiesiła tabliczkę "nie podchodzić, bo zjadę". Może teraz mi się tak wydaje, bo mam na serio straszny humor, od rana boli mnie głowa, nic mi się nie chce. Masakra.
Muszę się jeszcze pochwalić, że moim rekordem w wadze jest 61,8, ale chyba waga się zepsuła, bo to niemożliwe. Dzisiaj nie mogłam robić szóstek, bo ledwo się kładłam na podłodze, już tak mi pulsowała głowa, że myślałam, że zwariuję.
Mam jeszcze dużo roboty, ale dzisiaj nie zdążę ogarnąć tego, co miałam w planie. Mam nadzieję, że się wyrobię do piątku przynajmniej częściowo.
To chyba tyle na dzisiaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz