Od niedzieli jestem chora.
W niedzielę jeszcze zrobiłam jedną szóstkę, ale potem byłam strasznie zmęczona i nie mogłam kontynuować. W poniedziałek wróciłam ze szkoły padnięta, chwilę się położyłam, a później pod kocykiem siedziałam przed kompem. Miałam gorączkę, trochę katar. Wczoraj też miałam gorączkę, ale to była masakra - w nocy zimno, jak się obudziłam - gorąco, potem normalnie, potem gorąco, potem zimno, potem średnio, potem zimno, na chwilę ciepło, znowu zimno i wieczorem średnio. Strasznie mnie bolały plecy, trochę kaszlałam i miałam katar. Dzisiaj tylko kaszlę i mam katar, więc mam nadzieję, że jutro pójdę do szkoły.
Były już wyniki z matmy i się dostałam dalej. Nawet nie wiem ile na ile miałam punktów, ile miała reszta osób, czy cisuś będzie mi podskakiwał... -.- Muszę się o wszystko jutro zapytać. A najgorsze jest to, że mają jakąś nową rzecz na matmie i za lucka wafla nie czaję tego, jutro gościa nie ma, a w piątek jest z tego sprawdzian -.- Nawet w podręczniku tego nie ma. Sam sobie taką lekcję wprowadził... ._.
Co do odchudzania to idzie mi nieźle, wczoraj rano ważyłam 63,8 czyli już 3 kg mniej od tej wagi, kiedy postanowiłam zacząć się odchudzać (ok. 67). Przez tą chorobę nie mogłam ćwiczyć no i niestety wczoraj znowu wróciłam do punktu wyjścia, ale mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić.
Tak w ogóle to jestem głodna.
To tyle na dzisiaj, baj :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz