czwartek, 28 marca 2013

Hm.

Nie wiem od czego zacząć.
Mam mieszankę uczuć, które się tam wewnątrz kłębią. Cały czas mam w pamięci jedno, dwa słowa... I to spojrzenie.
Nie wiem czy rozumie to, co piszę.
Przez te parę dni nerwy poruszały moimi palcami, z wściekłością naciskały enter i zaraz ocierały załzawione oczy... Powtarzało się w środku jedno pytanie: Co ja zrobiłam? Jak to się stało, że tak ważna osoba nagle stała się kimś obcym, a raczej więcej niż obcym -  wrogiem?
Byłam świadoma, że jako najlepsza przyjaciółka miała jeszcze większe predyspozycje do tego żeby stać się największym wrogiem. Wiedziała o mnie wszystko. Nią też kierowały nerwy dlatego nie zdziwiłabym się, jakby pewnego dnia Bzdonkowa zapytała mnie o jakąś wiadomość z tt, którą przekazała jej Olka...
Nie chciałam w to wierzyć, ale czułam, że mnie po prostu nienawidzi i robi wszystko żeby mnie pogrążyć. Żeby nastawić do mnie negatywnie dziewczyny. I udało jej się to zrobić z Klaudią, co mnie wcale nie dziwi, bo za Olką znienawidziłaby każdego. Wtedy, kiedy usłyszałam "Olka powiedziała mi, co pisałaś na twitterze", po prostu... nie do opisania. Po prostu zamarłam. Zastanawiałam się, jak ona mogła mi to zrobić... Dla niej twitter był tak samo ważny, może nawet bardziej. Nie miałam przed dziewczynami nic do ukrycia, tylko wiadomości z tych paru dni, których później żałowałam, kiedy nerwy już mnie opuściły... Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, co robię. Czułam wielki żal do niej, że tak bardzo chce mnie zniszczyć. Te wycedzane słowa "spiedalaj" i "dziwka" może za pierwszym razem nie robiły na mnie takiego wrażenia, jedynie wprawiały w osłupienie, jak ona śmie się tak odzywać. Teraz to one hamują mnie od tego, żeby wszystko było jak dawniej. Napisać można coś przypadkowo, nieświadomie, przez złość. Ale powiedzieć... Chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielką ma to wagę. Nie sądziłam, że zostanę tak nazwana jak Karolina, Klaudia... Że po prostu zostanę do nich porównana. I że dla niej jestem właśnie jedną z nich. Chyba nie wie, o czym naprawdę myślę. Nie zna mnie.
Niewątpliwie słowo "przepraszam" zrobiło na mnie wrażenie. Zwłaszcza kiedy dowiedziałam się, jak ciężko przyszło jej to napisać. Zazwyczaj to ja przepraszałam i wtedy z drugiej strony nie doczekałam się tego samego.
Nie będzie jak dawniej, cały czas w głowie dźwięczy mi to jedno cholerne słowo. Nie mogę szczerzyć ząbków do kogoś, kto bez wstydu tak do mnie powiedział. Wiem, z jaką łatwością jej to przychodzi, ale też wiem, kto to dla niej jest. To już nie będzie to samo, ale przynajmniej nie będziemy miały po jednym wrogu więcej.
Ja zawsze mogę posłuchać, jeśli ma mi coś do powiedzenia. Ale jeśli to ma się kończyć kłótnią, może jednak trzeba się ograniczyć w rozmowach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz