poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Trochę nudzenia kwietniowego

To brzmi dziecinnie. Brzmi jakbym była tylko pesymistką dopatrującą się tylko złych stron, ale... mam wrażenie, że cały świat ma na mnie focha.
Nawet koleżanek nie mam. Nie mam komu się wygadać. Zostaję zamknięta w sobie...
Nawet ci z internetu. To nie są przyjaciele. To nie są znajomi, to nie jest... nikt. Ale kiedyś to mogłam się może i im wygadać, pośmiać się, a teraz... Jest tylko jedna osoba i dziękuję jej. Ale to nie to samo.
Czy to normalne, że mama się do mnie nie odzywa? Że reaguje milczeniem na "boli mnie coś" albo "mogę iść w tym"? To jest chore. To jest nienormalne... Dlaczego ja muszę przez to przechodzić? To nie są święta. To jest piekło. Jest ten koszyk, są pisanki. Był żurek, ale to tylko są te znaki materialne. W duszy nie czuję, że te dni jakoś odstają od innych weekendów. Nie ma nastroju, nie ma tej atmosfery, nie ma tych zbliżonych do siebie rodzin. Jest rozdarta dziura na samym środku. Nie sądzę, żeby prędko ktoś ją załatał.
Udaję silną. Zdecydowanie wychodzę z kuchni wściekła na wszystkich. Ale w swoim pokoju płaczę. Od początku roku tak jest - ciągłe kłótnie i wrzaski, a najwięcej płaczu. Nikt nie widzi środka i nie wie, co naprawdę czuję. Mają mnie za jakiegoś bachora, któremu można coś rzucić prosto w twarz, a i tak zareaguje tak samo, bo tupaniem i trzaskaniem drzwi. Nie wiem, co mam zrobić. Dawno już nie doznałam takiej radości...
Komu miałabym się szczerze wygadać? W sumie nikomu, bo kto chciałby słuchać moich wymiocin. Tak więc piszę tu, bo mogę się wykrzyczeć, a i tak nikt tego nie zobaczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz