czwartek, 12 kwietnia 2012

12.04

Dzisiaj były warsztaty. Podobało mi się ogromnie i zdawałoby się, że nic nie może zepsuć tego dnia. Niestety. Wieczorem czekały mnie jeszcze dwie godziny męki. Przesada? No nie bardzo.
Czy normalne jest, że ktoś zmusza 30 dzieci do ciągłego stania na wyprostowanych nogach bez kropli wody? Odpowiedzcie sobie, bo dla mnie odpowiedź jest oczywista.
Gdybym mogła się nie zapisywać to bym tego nie pisała. O, gdyby to była kwestia zapisania się. To jest obowiązek, szkoła, normalne zajęcia, ale ja ich NIENAWIDZĘ. Nienawidzę śpiewać. Nienawidzę stać bez przerwy po kilka godzin. Nienawidzę jak ktoś marnuje mi bez sensu czas podczas, gdy w szkole mam lepsze zajęcia albo w domu. Co z tego, że nie mogę mówić, bo gardło mnie boli, nie mogę stać, bo w głowie mi się kręci. Mam stać, śpiewać i do tego się uśmiechać!
Normą są dwie godziny na tydzień - czyt. dwie godziny jednego dnia. A i tak z tych dwóch wychodzi nawet osiem. A mi nie zależy na występie, nie zależy mi na tym, żeby dobrze wypaść, bo to jest dla mnie nieważne. Tak samo jakby ktoś was zmuszał żebyście idealnie napisali pracę z polskiego na konkurs kiedy was to nie obchodzi. To jest to samo - no, prawie. Ale musi to wyjść bez ani jednej pomyłki i jeszcze z uśmiechem! Do tego wszystkie teksty na pamięć, dojazd. A niektórzy dojeżdżają z okolicznych miast, bo szkoła muzyczna jest jedna na kilkanaście mniejszych czy większych miasteczek. Dziewczyny chodzą na piechotę albo zabierają się z koleżankami, szukają autobusów, bo spóźniają się na swój ostatni. A jest godzina dwudziesta. Panią to nie obchodzi, wszyscy mamy zostać od początku do końca. Masakra.
A mam się męczyć jeszcze dwa lata? O, nie. Jak tak ma być to ja się wypiszę, porzucając pasję - bo teorię i fortepian. Nie będę się poświęcać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz