Zawsze uważałam za żałosne osoby, które ciągle mówiły "chcę być dorosła!" albo "chcę zawsze być dzieckiem!". Nigdy nie rozmyślałam nad tym, zawsze szłam prosto przed siebie. Teraz wiem, że nie chcę iść.
Każde ważne wydarzenie w życiu jest jak lektura szkolna - nieważne czy przyjemna, ciekawa, trzeba przez nią przebrnąć. Każda uczy nas czegoś mimo, że nie za bardzo wczytujemy się w treść. Zawsze czytałam te lektury, może nie zawsze z przyjemnością, ale zawsze dochodziłam do końca. Teraz nie chcę czytać dalej. Mogłabym stracić wzrok, ale nie chcę.
Zachowuję się jak bachor - fakt. Ale naprawdę wolę być cały czas dzieckiem niż przez to przechodzić. To zbyt trudne zwłaszcza, jeśli nie ma się osoby towarzyszącej. Jestem zdana na samą siebie i szyderstwa osób wokół. Czuję się strasznie źle - jakby to, co się wydarzyło wczoraj, było snem. Mimo wszystko i ja, i inne osoby mają świadomość, że to było naprawdę, ale gdybym cofnęła czas, chętnie pozostawiłabym to dla siebie. Dlaczego piszę tutaj? Nie mam komu się wyżalić, nie mam komu pofilozofować. Było, minęło - ale mimo wszystko chcę pozostać nadal w miejscu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz