Na początku chciałam dodać, że link bloga nie wziął się z nudy, ale wiadomo, że i tak ktoś tu zerknie.
Chciałam po prostu mieć miejsce, gdzie mogę się wykrzyczeć. I myślę, że blog jest dobrym rozwiązaniem.
Jest 2 stycznia 2012, godzina 19:40.
Myślę, z jakiego powodu mogę narzekać na swoje życie. Choć zabrzmiało to dosyć monotonnie, bo zawsze tak pisze się we wszelkich książkach, ja tego inaczej nie ujmę. Nigdy nie potrafiłam "filozofować" na temat głębi życia, duszy, miłości - co do tego ostatniego, wcale mnie nie kręci. Nienawidzę ustawiać na gg smutnych opisów o miłości i ich czytać. Nienawidzę obrazków na bestach, które przedstawiają zrozpaczoną dziewczynę, którą rzucił chłopak. To po prostu jest już nudne. Ja wolę humor.
Ostatnio ów humoru nie mam. Otóż jestem osobą wyjątkowo płaczliwą, bo ostatnio płakałam przez tydzień. Dlaczego? No właśnie. Gdybym to wiedziała.
Nie mam pojęcia. Płaczę bez powodu, smutno mi jest, bo płaczę. A płaczę bez powodu. Taki łańcuszek.
Jeśli ktoś będzie wiedział, dajcie znać.
Ja już tak nie mogę chodzić. Do tego dobijają mnie moje słit koleżaneczki. Przykład? Przychodzę do szkoły, na ławce siedzi moja najlepsza przyjaciółka i jej przyjaciółka (kto wie, czy już mnie ją nie zastąpiła). Gadają sobie w najlepsze, śmieją się, aż brzuch boli. A mnie brzuch boli dlatego, że ją tracę.
Nie jestem zazdrosna. Ona woli ją. Z nią spędza większość czasu, z nią wraca do domu, chodzi na siatkę, z nią nocuje, wyjeżdża, siedzi, robi dosłownie wszystko. Ja odeszłam na dalszy plan. Bo jestem "tym kujonem".
Niektórzy zwracają uwagę na wygląd i to, co ma się w głowie, a znacznie mniejsza część zwraca uwagę na charakter. Co do tych pierwszych, mogłabym wyliczać bez końca. Jestem po prostu, najprościej mówiąc, brzydka. Brzydki kujon, ot co. Mam niską samoocenę, bo inaczej nikt mnie nie określi. Zawsze gruba, zawsze pryszczata, zawsze tłuste włosy - bo nic na to nie poradzę. Wiem, taki wiek. Ale czy na tym musi ucierpieć moje całe życie?
Języki to moja pasja. Lubię polski, angielski, niemiecki, hiszpański, francuski... Lubię matematykę, informatykę, plastykę, muzykę... A nie lubię WF'u. No właśnie - i to jest problem. Dlaczego nikt tego nie akceptuje? Jak jestem gorsza na WF'ie, jestem gorsza wszędzie. Nikt nie chce zadawać się z kujonem. Dlatego jestem taka zgorzkniała, często niemiła - lubię być twarda. Nie, nie przeklinam, bo przekleństw nie lubię. Lubię komuś dowalić, ale słowami. A moje słit koleżaneczki oczekują, że będę zawsze taka słit jak one - zawsze będę się śmiała, przytulała, całowała, dawała gryza kanapki. A ja jestem inna. Dopóki nie będę szczęśliwa, nie zmienię się.
Szczęścia szuka się nadmiernie długo. Wiele rzeczy sprawia, że coraz bardziej się od niego oddalam. Niestety, nie potrafię tego zahamować. Dlatego właśnie się nie zmienię.
Jestem inna. Każdy jest inny. Ale wiem, że i tak nikt mnie nie zaakceptuje.
Ale ja cię akceptuję przecież :c
OdpowiedzUsuń