środa, 4 stycznia 2012

Dzień drugi

Masakra.
Tak właśnie mam zaczynać nowy rok? Jak tak beznadziejnie mam zaczynać i tak beznadziejnie ma płynąć to ja wolę jednak ten koniec świata. Czy dzisiaj, czy jutro, czy za tydzień. Tyle kompromitacji, wstydu, złości, łez i smutku - więcej niż w niejednym filmie. Nie mam zamiaru pozwolić na to, żeby tak było już zawsze. Postanowiłam wziąć się w garść i jak najlepiej wykorzystać to, co mam.
Za dwa tygodnie egzamin. Nie mogę. Brakuje mi dobrej motywacji, powodu, tej radości, która płynie z grania na fortepianie. Jak na razie jest to tylko przymus, jakiś koszmar, który nie skończy się nigdy. Bo te dwa lata - mimo, że tylko dwa to AŻ dwa. Moi rodzice są nastawieni niezbyt przyjaźnie. Każda pomyłka to dla nich dobra okazja, żeby się na mnie wydrzeć. To nie są rodzice. Oni nie rozumieją, co takiego dzieje się w środku. Nie potrafią zrozumieć, że czasem mam gorszy dzień i wszystko mi się sypie z rąk, nie rozumieją, że czasem jestem smutna i potrzebuję wsparcia. Co z tego. Oni we mnie tylko widzą jakąś uzależnioną psychopatkę. Dla nich każda okazja jest dobra, żeby mi dać karę, nawrzeszczeć na mnie. I sprawia wrażenie, że oni najbardziej to lubią robić. Co z tego, że dostałam szóstkę z matematyki, jak zaraz się dowiadują, że dostałam +3 z przyrody? Dla nich nawet to +3 jest jedynką, a szóstka się nie liczy. Co z tego, że zajęłam pierwsze miejsce w konkursie jak zaraz wypytują o to, co pani mówiła na fortepianie? Ja tak nie potrafię żyć. Ja to robię dla nich, bo oni chcą, żebym była prymuską jak moja siostra. A oni nie doceniają tego, co faktycznie jest we mnie dobre tylko to, co jest we mnie jeszcze nie do końca doskonały. Nikt nie jest doskonały. Ale co z tego.
Oni mnie jeszcze traktują jak małe dziecko; nie wiedzą, że ja już mam własną głowę, własny rozum i wiem, co jest dobre, a co złe. Nie umawiam się na randki przez internet, nie rozmawiam z byle kim. A oni nie pozwolą nawet na zwykłą przywieszkę przesłaną pocztą od koleżanki, której nie widzieli na oczy, ale ja widziałam. Sama z nią rozmawiałam, ale co z tego.
Tak, tylko się użalam, bo po to jest ten blog. Żebym mogła wylać emocje, bo nigdzie indziej nie znajdę wsparcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz